niedziela, 19 kwietnia 2015

Aaa... kotki dwa:)

Warsztat świeci pustką. Nie mam czasu i chęci….:(
Już myślałam o usunięciu bloga, ale może ten „pusty” okres minie.
Może zmienię charakter zapisków i będzie bardziej ogrodowo???
Zobaczę....

Dzisiaj o KOTACH.
Już dawno chciałam napisać o nowym mieszkańcu moich czterech katów.
Pojawił się pod koniec sierpnia...

 ...przypadkiem, podobnie jak Kicia (pisałam o niej TU).




Znaleziony gdzieś na chodniku, brudny, głodny…
Weterynarz stwierdził, ze ma ok. 5 tygodni. Niestety osoba, która go znalazła nie mogła go zatrzymać. Jak tylko zobaczyłam  malca na zdjęciu:

 od razu skradł moje serce. Trafił do mnie mając ok. 6 tygodni, już wykąpany, odrobaczony i nakarmiony, z noskiem brudnym od karmy. Sam nie umiał się jeszcze umyć.
Wyglądał tak:

Nie była to mała puchata kuleczka, ale kotek na długich chudych łapkach, nieco zalękniony, ale skory do zabawy.


Od razu polubił przygotowane dla niego zabawki. 
Od pierwszego dnia korzystał z kuwety. 
Brany na ręce głośno mruczał, dlatego nazwałam go Mruczuś.
 Do dziś zdarza się, że ssie mój  szlafrok, tak jak małe kotki swoje matki. 
Podobno to objaw choroby sierocej. Zbyt szybko był rozdzielony z matką. 
A ja nie potrafię go odtrącić. Może nie powinnam mu pozwolić na to ssanie ubrania?


Mruczuś szybko się zadomowił i przybrał na wadze. 
Stał się miluchnym, puchatym kotkiem, który psoci, gdy tylko pani nie widzi;)

Kicia nie była zadowolona z nowego przybysza. Lękliwa, nadal nieufna, uciekała przed malcem, który chciał się z nią pobawić. Do dzisiaj unika Mruczusia, a jak już jej zbyt mocno dokuczy to prycha.

Trochę żal mi mojej staruszki. Jest ze mną już 11 lat. I teraz zakłóciłam jej spokojne życie.


 Przyjmując kota, przyjmowałam samca, tak orzekł weterynarz, a drugi to potwierdził. Jakież było moje zdziwienie, zresztą nie tylko moje, również weterynarza, kiedy na stole operacyjnym kot, który miał być poddany kastracji okazał się kotką. I tak zamiast Mruczka mam Mruczusię. To chyba dobrze… Dwie kotki:))))))


Mruczusia ma już za sobą pierwsze spacery na świeżym powietrzu.
Z wielkim lękiem wypuściłam ją z domu, aby poznała prawdziwy koci świat.
Chętnie zwiedza mój ogród, zapuszczając się coraz dalej:),
ale o tym w następnym poście:)
  


Pozdrawiam serdecznie:))


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz