niedziela, 28 lutego 2016

Wiosenny akcent:)

Chcąc poczuć wiosnę w domu zakupiłam hiacynty w pąkach. Pięknie prezentowały się w szklanym naczyniu w salonie (szkoda, że nie zrobiłam fotki). Niestety jak zakwitły musiałam je wynieść, gdyż zapach przyprawiał mnie o mdłości:

Postanowiłam, że będą witać mnie przy drzwiach na tarasie.
Wyglądają pięknie:)


Noce są z przymrozkami, więc wieczorem zabieram je do łazienki, a rano wynoszę przed dom:)

Pozdrawiam:)))

sobota, 27 lutego 2016

Z brzozowych gałązek

W powietrzu czuć wiosnę, więc sezon ogrodowy rozpoczęłam na dobre.
Przycięłam drzewa, wygrabiłam już część trawnika, uporządkowałam niektóre rabaty...
Podcinając gałązki brzozy zebrałam je do kosza, żal było wyrzucić:)
Z gałązek powstały takie oto ozdoby:


Tworzenie sprawia duuuużo radości:))

Wykorzystam je do ozdób wielkanocnych:)) 


Pozdrawiam cieplutko:))))

piątek, 26 lutego 2016

Dwie karteczki

Karteczki robię bez specjalnych materiałów, wykrojników, maszynek...
Zazwyczaj powstają dla moich przyjaciółek, które cenią ręczne wykonanie, nawet jeśli nie jest zbyt precyzyjne;)

Wraz z moimi przyjaciółkami tworzymy wspaniałą grupę babeczek:) Od kilku lat spotykamy się na naszych "babskich imprezach". Najczęściej są to spotkania imieninowo-urodzinowe u każdej z nas.  Właśnie na te spotkania staram się stworzyć karteczkę dla gospodyni.
Ostatnio zaprosiła nas Ewcia, więc powstała karteczka dla niej:
  

Wcześniej zrobiłam kartę dla szczęśliwych Rodziców z okazji narodzin ślicznej córeczki:




Wszystkim życzę:


Pozdrawiam:))))


środa, 17 lutego 2016

Mruczusia...

Dzisiaj święto KOTA, a więc będzie o kotach...

 Moja Mruczusia, przygarnięta półtora roku temu, śpi smacznie po porannych harcach:)


Od czasu jak spędziła noc na drzewie boję się wypuścić ją z domu.
A było to tak...
Kotka miała już prawie rok, więc postanowiłam, że należy ją wypuścić, aby poznała wielki świat...
Najpierw powoli poznawała zakątki blisko domu. Pewnego dnia wyszła rankiem i nie wróciła. Poszukiwanie nic nie pomogły. Dopiero kiedy zapadła ciemność i zrobiło się cicho usłyszałam miauczenie. Brnąc wśród pokrzyw i trzcin nie mogłam znaleźć mojego kotka, było zbyt ciemno. Dopiero kiedy światło latarki skierowałam w górę błysnęły kocie oczy. Okazało się, że moja Mruczusia siedzi wysoko na drzewie. Kotek był zbyt wysoko, a drzewo zbyt cienkie, aby się na nie wdrapać. Liczyłam, że sama zejdzie. Jednak, gdy noc spędziła na brzozie przestałam wierzyć, że koty schodzą same,  gdy im się nie przeszkadza. Niestety nie pomogła straż pożarna, gdyż do wiejskich kotów nie przyjeżdżają. Dopiero sąsiad, młody strażak-ochotnik, uzbrojony w linę (brzoza była cienka i pochyła) z asekuracją braci, wszedł na drabinę i zdjął mojego biedaka. Kotka wystraszona, zesztywniała (stała cały czas na cienkiej gałązce) wróciła do domu. Myślałam, że pierwsze co zrobi to będzie pić i jeść, a ona poszła do kuwety... Moje biedactwo...

Od tego czasu Mruczusia wychodziła na spacery "pod opieką". Posłuszna biegała w ogrodzie wokół stawu.

Kiedy nastały chłodne dni przestałam ją wypuszczać. Teraz martwię się, czy uda mi się zatrzymać ją w domu, gdy poczuje wiosnę...

Wolałabym, aby została w domu, tym bardziej, że moja stara kotka Kocia zginęła w zeszłym roku latem. Prawdopodobnie zaatakowały ją borsuki, które pojawiały się w pobliskich zaroślach.

Kicia była wyjątkową, mądrą, wierną i kochaną kotką:)
Bardzo mi jej brakuje....


 Pozdrawiam wszystkich, którzy tu zaglądają:))