Czasem rozbiórka wcale nie oznacza końca historii. W moim przypadku była raczej początkiem zupełnie nowego rozdziału.
Był czas, gdy na tym miejscu stał stara stodoła z chlewikiem. Służyły przez lata, szczególnie chlewik, jeszcze z czasów przedwojennych. W końcu przyszedł czas na zmiany. Budynki zostały rozebrane, gruz wywieziony, na działce pozostał tylko nierówny, stary fundament oraz sporo odpadów - „resztek przeszłości”: stare deski, belki i drzwi od stodoły. I właśnie wtedy pojawił się pomysł, aby tym odpadom dać drugie życie.
Stary fundament – szklarnia i taras
Na części fundamentu powstała szklarnia, na którą wcześniej nie było miejsca w ogrodzie. Na pozostałej, bardzo nierównej powierzchni zrobiliśmy taras. Wykorzystaliśmy stare deski ze stodoły oraz stare drzwi zostawiając żeliwne okucia. Brzmi trochę jak improwizacja? Być może, ale wyszło z tego coś wyjątkowego.
Drobne detale, które
cieszą
Pozostawiliśmy stare koryto – żłób z chlewika, które kiedyś służyło zwierzętom gospodarskim. Kiedyś jadły z niego zwierzęta, a dziś jest oryginalną donicą na kwiaty. Za nim, jako ścianka, stoją stare wrota od stodoły. Nawet krzesła otrzymały oparcia i siedziska z odpadów. Ze starych desek powstały duże donice – proste, ale o takich marzyłam. Jest też mały, ale jakże słodki płotek „kredkowy” i długa osłona na skrzynki z kwiatami. Całość ma naturalny, rustykalny charakter, a jednocześnie pełni funkcję użytkową.
Nowe miejsce do wypoczynku z roku na rok zmienia się. Nowe nasadzenia roślin, inne aranżacje, dekoracje... Lubię tu pić kawę i planować prace w ogrodzie.

Prawdziwa ogrodniczka powinna mieć inspekt i stół roboczy w ogrodzie. I to marzenie zostało spełnione – z odzyskanych desek powstał praktyczny stół roboczy i inspekt na wczesnowiosenne sadzonki. Okna do inspektu są również z odzysku i przez długi czas były przechowywane w stodole.
Niesamowitą radość daje mi wymyślanie i tworzenie czegoś użytecznego z materiałów, które wydawały się bezużyteczne. Wszystkie elementy, do których wykorzystaliśmy materiały po rozbiórce stodoły wykonałyśmy wspólnie z siostrą. Przyniosło nam to wiele satysfakcji i ogrom zadowolenia, a nawet poczułyśmy dumę...
Lubię myśleć, że stodoła i chlewik wcale nie zniknęły. One po prostu zmieniły formę. Zamiast dużego budynku są detale umieszczone w ogrodzie, które coś pamiętają, coś opowiadają i mają swoją przeszłość. I chyba to najbardziej mnie w tym wszystkim cieszy.
Szkoda tylko, że te wszystkie rzeczy zrobione ze starych desek i belek z czasem niestety też się zniszczą. Takie drewno ma swoje swoje słabości. Ale może właśnie w tym jest trochę sens – że one żyją razem z ogrodem, zmieniają się i starzeją razem z nim i kiedyś znów zmienią się w coś innego… albo po prostu wrócą do natury.
Tak było.....





































